Długiej wyprawy nadszedł w końcu kres. Sporo kilometrów musieliśmy jeszcze pokonać po opuszczenia woodstockowego pola, zanim powróciliśmy do domu. Droga wiodła nas między innymi przez nadmorskie miejscowości, w których zasłużenie odpoczywaliśmy po festiwalowych szaleństwach. Ostatecznie jednak udało się. Wróciliśmy. Drodzy, to było coś pięknego, czego nigdy w życiu nie zapomnimy. Zapach podnoszącego się kurzu i widok "krysznowego" namiotu pękającego w szwach pozostanie już na zawsze w naszej pamięci. Dziękujemy Wam za obecność, wsparcie i masę energii. Dobrze, że jesteście!